Nie maluj nieba na niebiesko…

… Gdy jest szare. A nawet – szczególnie, gdy jest szare. Całkiem niedawno obchodziliśmy Blue Monday, czyli podobno najsmutniejszy dzień roku. I tak przy okazji tego pomyślałam sobie, że niektórzy taki Blue Monday mają codziennie. A jak nie Blue Monday to Blue Tuesday, Wednesday, Thursday, a nawet Sunday jest Blue. January, February, Marz
i December też. 2018. 2019. I z rozpędu 2020 też.

I tak jak chwilę temu był Blue Monday, tak dzisiaj jest sobota, 54 dzień roku, czyli 23 lutego
– Międzynarodowy Dzień Walki z Depresją.

A jest o co walczyć, choć bitwa jest trudna, a przeciwnik bezlitosny. Nie chcę tutaj prawić żadnych morałów, atakować milionem różnych statystyk, prognoz, epatować sloganami, bo
o depresji powiedziano już wiele mądrości. I nic tak naprawdę z tego nie wynika, bo suche fakty nie są w stanie dotrzeć do przeciętnego czytelnika. Tutaj trzeba powiedzieć/napisać coś od siebie, od serca. Dotrzeć do świadomości, by raz na zawsze (albo chociaż na trochę) rozprawić się ze stereotypami, jakie pokutują w społeczeństwie.

Przede wszystkim, jest mnóstwo rodzajów depresji. Co człowiek, to inna depresja i nie ma jednego ścisłego schematu, jak taki ktoś się prezentuje. Może nie chcieć wstać z łóżka i nie widzieć sensu życia, ale równie dobrze może to być ktoś, kto całkiem nieźle funkcjonuje, chodzi do szkoły/pracy, realizuje społecznie narzucone obowiązki. Z tym, że w umyśle takiej osoby dzieje się istny Armagedon.

Prawdziwe piekło zamknięte w 4 ścianach… A raczej w kilku kościach czaszki. Szczególnie dotkliwe jest to dla nas, tych, którym tej czaszki żadna sierść nie ochrania. Niestety, depresja to dość częsty problem u ludzi zmagających się z łysieniem plackowatym. Zresztą, nie tylko z łysieniem. Z każdą inną przewlekłą chorobą somatyczną też.

I niby na pierwszy rzut oka wszystko jest ok. Pracujesz, realizujesz się, codziennie chodzisz na zajęcia czy do pracy. Robisz zakupy, gotujesz obiad, oglądasz Netflixa. Tylko jakoś tak siły mniej, zapału mniej, entuzjazmu mniej. Jakoś tak bardziej musisz się starać, by ogarnąć, częściej Ci się nie chce niż chce, musisz bardziej się skupiać na tym, co robisz, by o niczym nie zapomnieć. Niby jest fajnie, a jednak jakoś tak niebo za mało niebieskie, a trawa jakaś taka wyblakła. O ile starczy Ci sił, będziesz udawać, że wszystko jest w porządku (głównie przed sobą), a nawet będziesz grać szczęśliwą (również głównie przed sobą). Wymęczy Cię to tak, że na nic innego energii już nie starczy, a samotne minuty tuż przed snem przypomną Ci, że sztuka, którą grasz za dnia to czysta fikcja, zasługująca na Nagrodę Gustaw lub innego teatralnego „Oscara”. Wtedy też popłyną łzy wartkim strumieniem, gdy uświadomisz sobie, jak bardzo jesteś zmęczona, przygniecie Cię do poduszki ciężar rozpaczy, którą
z serca spychasz dzielnie każdego dnia gdzieś za wątrobę, byleby tak skubana nie dokuczała.

Z nadmiaru emocji będzie Cię nosić, dopadnie Cię syndrom niespokojnych nóg, ewentualnie zapragniesz chodzić z bólu po ścianach, co okaże się, niemożliwe, bo przecież w końcu nie jesteś pieprzonym Spidermanem. Zamiast snu będzie dużo długich, bezsennych nocy,
w których towarzyszyć Ci będzie  gonitwa niespokojnych tak jak Ty myśli. Mnóstwo, wstrętnych, natrętnych, obślizgłych, podstępnie atakujących i jadowicie kąsających myśli.

A potem… Potem zaśniesz. Weźmiesz kilka tabletek nasennych i przyjdzie błoga ulga na jakieś kilka godzin. Obudzisz się, namalujesz na twarzy uśmiech i zaczniesz znowu grać swoją sztukę. I tak z dnia na dzień, coraz bardziej zmęczona, sfrustrowana, rozgoryczona.

W końcu: Mówi się trudno i… żyje się (też) trudno.

Ale wcale nie musi tak być. Naprawdę. Nie chcę tu być tanim coach’em, bez moralizowania, bez zadęcia – serio może być lżej. Depresja to nie wyrok. To też żaden wstyd. To choroba jak każda inna. I naprawdę nie musisz wstydzić się pójść i poprosić o pomoc. Naprawdę nie jesteś w tym sama, jest z Tobą 350 mln (tak, nie pomyliłam się!) ludzi, w tym ja. Serio, been there, done that. I jestem dowodem, że można z nią wygrać. Nią, czyli depresją. Albo ją przynajmniej trochę oswoić, ugłaskać, ułożyć i uśpić.

Tę Dziką Damę, zwaną dalej Depresją można naprawdę utemperować. Leczenie jest możliwe, nie jest łatwe, ale jest skuteczne. Tylko trzeba podnieść rzuconą rękawicę, wyjść na ring… i walczyć. I spokojnie, nie będzie rozlewu krwi, bić się będziesz z Dziką Damą
w gabinecie u psychologa/psychiatry, który nie pozwoli, by ta głupia Dzikuska Cię skrzywdziła. Dlatego walcz. Wierz mi, warto dla tych cudownych dni, w których znów słońce świeci, a szklanka robi się w połowie pełna. Dla tych spokojnych, szczęśliwie przespanych nocy bez wspinania się na ściany ani innych Rambo-akcji. Walcz. Jeszcze będzie pięknie, zobaczysz. Ja w Ciebie wierzę i trzymam kciuki za wygraną.

Teraz ważne – jeśli nie Ty, a ktoś Ci bliski zmaga się z tą Dzikuską, proszę, nie mów mu, że ma wziąć się w garść, że sobie nawymyślał, bo w końcu każdy teraz ma depresję, bo to takie modne. Że ma zjeść czekoladę, pójść z psem na spacer czy posłuchać muzyki. TO TYLKO ZASZKODZI. Rozwścieczy chorą osobę, wpędzi w jeszcze większe wyrzuty sumienia
i poczucie winy, a Dzikuska wygra kolejną bitwę. Wykreuje przed oczami osoby chorej jeszcze bardziej smutny, szary, przygnębiający świat, wypaczy jej obraz, wmówi, że jest bezużyteczna, bezwartościowa i do niczego się nie nadaje.

Nie rób tego, proszę. Żeby Ci naświetlić skalę problemu przytoczę tu tylko jedną, bardzo wymowną statystykę (bo domyślam się, że jeśli napiszę, że przez depresję co roku umiera na świecie 800 000 ludzi to niespecjalnie zrobi to na Tobie wrażenie), a mianowicie:
Z powodu depresji samobójstwo w Polsce popełnia codziennie około 15 osób. Dla porównania w wyniku wypadków komunikacyjnych na polskich drogach ginie średnio 7 osób dziennie. Bezlitosna statystyka, prawda? Miażdży. I przy okazji wywraca neurony na drugą stronę. I powoduje nieprzyjemny ucisk w brzuchu, jakby ktoś kopnął pod przeponą.
I słusznie, to kubeł zimnej wody dla Ciebie. I dla mnie. Ale nie tylko dla nas. Dla wszystkich.

Dlatego – reagujmy. Nie pozwalajmy Dzikusce tak łatwo zwyciężać tych wszystkich bitew, bo w końcu wygra wojnę. A stawka jest naprawdę wysoka. I reagujmy mądrze, bez głupich, zbędnych i przede wszystkim złośliwych komentarzy. Porozmawiajmy, posłuchajmy, poświęćmy dłuższą chwilę, bo ta chwila może uratować komuś życie.

 

Aha, i najważniejsze – nie oceniajmy pochopnie.

Ps. W razie pytań, uwag, sugestii, komentarzy i w ogóle czego tam chcecie – wiecie, gdzie mnie znaleźć. 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s