Blizna – skaza czy piękny tatuaż?

Tak się niefortunnie, przypadkowo złożyło, że przyszło nam żyć w czasach, kiedy trzeba być nieskazitelnie pięknym, wysportowanym, zadbanym, dobrze ubranym, jeszcze lepiej umalowanym i uczesanym. Same sobie narzuciłyśmy psychiczne chomąto, że trzeba dobrze się prezentować i dlatego nieustannie uskuteczniamy samobiczowanie, jeśli nie wyglądamy tak perfekcyjnie, jakbyśmy sobie tego życzyły.

No bo bądźmy szczere – która z Was nie jest wściekła, gdy wyskoczy pryszcz na nosie? Kogo nie wkurzają wory pod oczami po nieprzespanej nocy? Odrobina cellulitu, którego i tak nikt nie zauważa (a jak zauważa to i tak nie wie, co to)? Rozstępy? Krzywe zęby? A jak nie zęby krzywe to mały palec u stopy krzywy. Zawsze coś, zawsze źle. A i jeszcze odstające uszy, czyli jeden z głównych powodów bezsenności w populacji kobiet.  Trzeba koniecznie zakryć włosami i światu nie pokazywać, bo wstyd. No i tu się pojawia kolejny problem
– włosy. Zawsze nie takie, jak trzeba. A to za proste, a to zbyt kręcone, a to się puszą, stroszą, ostatecznie nawet też straszą. No osiwieć od tego można. Naprawdę. Dobrze, że mnie to nie dotyczy. To jest w zasadzie plus bycia łysą, przynajmniej włosy zawsze takie, jak trzeba. Czyli żadne. Problem nietrafionego blond (a to za żółty odcień, a to za jasny, a to za zimne tony, a to za ciepłe, itd., itd. itd… …itd.) znika. No idealne rozwiązanie. Nie mniej jednak – nie polecam. Nie róbcie tego sami w domu.

W każdym razie obsesyjnie dążymy do tego, by wyglądać jak najlepiej. Czy to dobrze – nie mi oceniać. Jednak wydaje mi się, że nie każda niedoskonałość jest powodem do wstydu
i skrępowania. Tak jest na przykład z bliznami. Kiedyś mój śmiertelny wróg, nienawidziłam ich, wstydziłam, skrupulatnie zakrywałam. Dzisiaj całkiem je lubię. I traktuję jako naturalne tatuaże. Z przekazem.

Na przestrzeni lat trochę się tego nazbierało – pierwsze niedoskonałości pojawiły się w chwili moich skrajnie przedwczesnych narodzin. Żadne szramy, po prostu konsekwencje wcześniactwa. Nie jest to temat na to spotkanie, nie o tym chciałam pisać, ale jeśli będziecie chcieli to chętnie i tę historię Wam opowiem. A uważam, że jest w zasadzie ciekawa. I ma
w sobie coś z prawdziwego cudu.
Później były drobne „pamiątki” wczesnego dzieciństwa, gdy człowiek spadł z rowerka i sobie skórę z kolan zdarł (i głupie ryło potłukł), ewentualnie ślady wojenne po bitwach ze starszym bratem czy dzieciakami z okolicy. Samo życie. Dzieciństwo.

Pierwsza poważna blizna pojawiła się, gdy miałam 6 lat i zostałam oparzona gorącym tłuszczem. Zawsze w życiu miałam pecha, ale wtedy trochę czarnemu szczęściu dopomogłam, bo plątałam się pod nogami babci, która wylała na mnie niechcący całą patelnię skwierczącego oleju. Oparzenie II stopnia szyi i całej klatki piersiowej. Z całego zajścia pamiętam tylko swój wrzask i okropny ból. I później miesiące niestrudzonej walki mojej mamy, by nie został mi żaden ślad po tym wydarzeniu. I wiecie co? Jest tylko maluteńka, niezauważalna plamka, a raczej kropeczka tuż nad lewym obojczykiem. Z tego miejsca powinnam podziękować mojej mamie, że się nie poddała i dzielnie dzień w dzień smarowała mnie śmierdzącą, cebulową maścią. To dzięki niej jedyna większa blizna, jaka mi została to ta na psychice. Zatem, dziękuję, Mamo.

Następnie było kilka innych mniejszych i większych urazów, które kończyły się bez większych blizn, najwyżej drobny ślad, o którym nie warto wspominać.

Kolejna dość istotna pamiątka przygód mojego życia to blizna na prawym przedramieniu po operacyjnym zespoleniu złamanych kości. Niby nic ciekawego, ale okoliczności złamania są warte wspomnienia, bo przypominają mi fantastyczne czasy, gdy robiłam coś z pasją
(i byłam 15 kg chudsza), czyli uprawiałam gimnastykę akrobatyczną. Nikt by teraz nawet nie pomyślał, że robiłam takie rzeczy, a jednak. Niefortunny skok, a później upadek sprawił, że rękę złamałam i trzeba było zespolić. Dwie nowe blizny do kolekcji.

Z kolei tuż przed maturą zemdlałam. Bez powodu. W kościele. Łupnęłam, aż miło. A że stałam z tyłu i nikogo nie było wokół mnie to upadłam prosto na twarz. Złamana podstawa piramidy kości skroniowej (którą, nota bene, mam do tej pory w uchu), złamana żuchwa, połamane 8 zębów. I blizna na brodzie. Ślad został, dość subtelny, ale jednak.

Dla odmiany, kciuk prawej dłoni został naznaczony drzwiami skody kolegi. Powiem Wam, że ci Czesi to potrafili drzwi zrobić. Niby 20-letnia Octavia, powinna rdza już ją toczyć, a tu niespodzianka, drzwi mogą palca niemal zmiażdżyć. U mnie bez tragedii, tylko paznokieć krzywy. 🙂 Jakby ktoś pytał – Skoda też cała, nadal w użyciu.

Potem był chyba względny spokój, dopiero w te wakacje „oszpeciłam” się kolejny raz. Znowu złamanie, o którym już wielokrotnie wspominałam, znowu operacja. I jakieś 10 centymetrów blizny na lewym udzie. Kolejna pamiątka. Kolejny obraz ilustrujący kawałek mojej biografii.

I teraz najważniejsze – nie punktuję Ci tych moich wszystkich wątpliwych „dekoracji” bez powodu. Chcę Ci przez to pokazać, że blizny można oswoić i je polubić. Ja swoje zaakceptowałam, bo są dla mnie symbolem mojej siły. Tego, ile byłam w stanie wytrzymać
i unieść na swoich, zdawałoby się, kruchych, ludzkich barkach. Przypominają, ile przeżyłam, ile przeszłam i się nie poddałam. Każda z nich opowiada długą (a na pewno dłuższą niż tu lakonicznie opisałam)historię ozdobioną mnóstwem łez i bólu nie tylko mojego, ale
i najbliższych. Pokazują drogę, jaką pokonałam i co mnie kształtowało na przestrzeni lat, doprowadzając do momentu, w którym obecnie jestem. (jasna sprawa, że ten moment aktualnie to tzw. czarna dupa, bo jest środek sesji, ale z każdym dniem blednie o jeden odcień i przybliża mnie do celu, więc nie ma co dramatyzować).

Dzięki bliznom jestem piękniejsza. Może nie zewnętrznie, ale na pewno wewnętrznie.

Oczywiście rozumiem, że są ludzie, którzy chcą wymazać z pamięci przykre wspomnienia, ewentualnie mieć nienaganne ciało. Niezależnie od powodu, czuję się w obowiązku powiedzieć, że są skuteczne metody do walki ze szramami. I w dodatku całkiem tanie. To, co teraz napiszę, będzie na pewno niepopularne i nie spodoba się gabinetom medycyny estetycznej, ale wcale nie trzeba wydawać horrendalnych kwot na zabiegi, lasery, terapie CO, by pozbyć się blizn. Jasne, są skuteczne, ale istnieją tańsze rozwiązania, równie efektowane, ale wymagające za to systematyczności i cierpliwości. Jeśli będziecie chcieli, to mogę też o tym kiedyś napisać, bo temat dość mi bliski i znany.

Czuję też się w obowiązku napisać, że o blizny trzeba dbać, szczególnie te większe. Jeśli życie odcisnęło na płótnie Twojego ciała swoje piętno i jest to dość rozległy obraz to trzeba wiedzieć, że nie jest to wyłącznie sprawa estetyki, ale też zdrowia. W większych bliznach mogą robić się zrosty, keloidy, a nawet przepukliny, utrudniające sprawność ruchową
i ograniczające możliwości adaptacyjne skóry, a czasem nawet prowadzące do większych powikłań, które mogą mieć swój finał na oddziale chirurgii. Zawsze warto skonsultować to
z lekarzem i fizjoterapeutą.
W końcu zdrowie jest najważniejsze. 🙂

 

Ps. Gdy zostanie mi zwrócona wolność po sesji, to zrobi się tu trochę bardziej naukowo. Dla tych mniej włosowo uposażonych mam kilka nowości, jeśli chodzi o możliwości terapeutyczne, które całkiem dobrze się zapowiadają. Ale to temat na dłuższy wpis, któremu muszę poświęcić kilka ładnych godzin, by się wnikliwie przygotować. 🙂

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Monia pisze:

    Super wpis! Chętnie przeczytam więcej o cudzie Twoich narodzin! Ja tam uwielbiam swoje blizny. Te na rękach wyglądają jak z więzienia (uzbierane z oparzeń z 10 sezonów pracy w barowej kuchni), na nogach tysiąćpięćset bo jestem niezdara maks, no i ta po której będą mnie identyfikować- czyli szrama pod lewą brwią, jakbym wróciła z powstania, ale nie, tylko próbowałam naprawić szybę w drzwiach w aucie. Ale za to dzięki niej potrafię wyglądać czasem groźnie, bo do tego czasu wyglądałąm wyłącznie niepozornie.
    Buziaki 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s