Gdy czegoś nie masz, a bardzo chcesz…

… to sobie to domaluj. Serio. Mówię całkiem poważnie. Ja sobie, na przykład, domalowałam ostatnio brwi, bo akurat mi zabrakło ich na twarzy. Tak się niekorzystnie złożyło, że mam też akurat deficyt rzęs, ale tu już wyższa szkoła artystyczna jest i samo malowanie nie wystarczy, tu trzeba użyć kleju i sobie dokleić.

No, ale wracając do brwi i innego owłosienia – czas najwyższy zebrać siły i napisać jakiegoś update’a sytuacji na głowie i w głowie. Jak wyżej wspomniałam – rzęsom i brwiom powiedziałam jakiś czas temu tęskne „papa”, więc tutaj akurat 1:0 dla Alopecii Wielkiej. Jednak wojna nadal trwa i wciąż próbuję utłuc jędzę DCP. Nawet na tym polu jest jakieś małe zwycięstwo, bo coś tam na głowie się dzieje. Słabo, nieśmiało, rzadko, delikatnie, ale jednak coś tam sobie powolutku kiełkuje i odrasta. Po tej łysej posusze to każdy najmniejszy kłaczek wyjątkowo cieszy.

Dlatego czekam cierpliwie z nadzieją, że może wreszcie znowu będę kiedyś kudłata.

Niestety, wypadły brwi i rzęsy. To znaczy – najpierw rzęsy, teraz brwi, ale z tymi brakami można sobie łatwiej poradzić – można albo codziennie rysować kredką albo zdecydować się na makijaż permanentny brwi, co szczerze polecam. Wiadomo – jest to spory jednorazowy wydatek, ale komfort życia wzrasta o 250%. Ja nie żałuję ani jednej złotówki na to wydanej
– w czasie trwania całej mojej choroby, wizyt u dermatologów, stosowania drogich leków, psychoterapii nic nie zadziałało tak dobrze jak właśnie ten zabieg. Jasne, to tylko doraźne rozwiązanie, typowe leczenie objawów, nie choroby, ale psychicznie człowiek czuje się jak nowo narodzony. Przez ostatnie tygodnie unikałam ludzi, chciałam schować się
w najciaśniejszy kąt, zniknąć, by nikt na mnie nie patrzył, bo się zwyczajnie siebie wstydziłam. Cały czas. A już chyba nie ma niczego gorszego w palecie ludzkich uczuć niż wstydzić się samego siebie. Od piątku nie boję się patrzeć ludziom prosto w twarz, bez zażenowania i krępacji wychodzę do ludzi i zwyczajnie czuję się znacznie lepiej sama ze sobą. Niby tylko brwi, a potrafią wyłowić z dna oceanu samoocenę i wznieść ją co najmniej na K2. Dlatego jeszcze raz – szczerze polecam.

A w głowie – no cóż, stara bieda. Może tylko poziom akceptacji choroby większy albo po prostu przyzwyczajenie wymieszane z bezradnością i zmęczeniem. Chyba po prostu przestałam już kopać się z koniem, jakim jest Łysa Głowa, bo to zwyczajnie nie ma sensu. Nie poprawia w żaden sposób mojej owłosionej (a raczej bezwłosej) sytuacji, a tylko pozbawia mnie sił i energii.

Nadal stosuję DCP, nadal suplementuję się witaminą D, nadal dużo czytam i szukam jakichś alternatywnych rozwiązań, ale staram się nie pogrążać w smutku tak jak wcześniej. Robię, co mogę (i co nie mogę to też robię) i czekam na to, co ma być. Jeśli będą miały odrosnąć, to odrosną. Jeśli nie – no trudno, jakoś i to przeżyję, bo mam wspaniałych ludzi wokół siebie, którzy za każdym razem łapią mnie w ostatniej chwili i chronią przed upadkiem na ten życiowy beton, co bym się nie wywaliła i głupiego ryła nie rozbiła o własne kompleksy.

I z perspektywy czasu to właśnie chyba wsparcie najbliższych i wyrozumiałość otoczenia jest „lekiem I rzutu” w tej chorobie. Najważniejszym, najskuteczniejszym i, przede wszystkim, pozbawionym jakichkolwiek działań niepożądanych. Jako prawie-lekarz polecam, zalecam
i rekomenduję*.

 

Aha, i tak na koniec, choć pewnie wspomnę o tym jeszcze z milion razy, bo serduszko mi się grzeje, gdy czytam wiadomości od Was – dziękuję za każdego maila, za każdą wiadomość
i każdy odzew z Waszej strony. Nigdy nie myślałam, że będę miała okazję to napisać, nie liczyłam, że ktokolwiek się kiedykolwiek do mnie odezwie, a tu proszę – dostaję od Was sporo wiadomości (jejku, naprawdę nigdy nie sądziłam, że będę mogła to napisać i będzie to szczera prawda, teraz aż czuję się niczym prawdziwa topowa bloggerka) i jest mi niezmiernie miło, że mogę coś doradzić, podpowiedzieć czy choćby wesprzeć dobrym słowem. Dlatego jeszcze raz – dziękuję. Dziękuję, że jesteście i za zaufanie, jakim mnie obdarzyliście. W razie pytań, wątpliwości, zwątpienia albo zwyczajnej nudy – zapraszam do kontaktu. Naprawdę nie gryzę, jestem całkiem sympatycznym Łysolkiem i nikogo bez odpowiedzi nie zostawię. 🙂

 

 

*Nie odniosłam żadnych korzyści materialnych z reklamowania tego „leku”, żadna firma farmaceutyczna mi nie zapłaciła, nie zaproponowała żadnej współpracy ani nie wysłała na Karaiby. Big Pharmo, gdzie Ty jesteś i dlaczego nie sponsorujesz moich wpisów?!?!?!?

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Monika pisze:

    cześć, w końcu nowy wpis! chciałbym zobaczyć te nowe brwi! Myślisz o jakimś fanpagu do bloga?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s