Przyjaźni w kiosku nie kupisz

… bo to nie paczka zapałek ani codzienna gazeta lokalna. To bardzo trudne słowo na „P”.
I wcale nie przez zawiłość ortografii i konieczność zastanawiania się, jak je poprawnie napisać – przez jakie „rz/ż” czy może nawet „sz”? Chodzi o definicję. I znaczenie tej definicji w Twoim życiu.

Idąc za słownikiem języka polskiego:

„Przyjaźń «bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości i zaufaniu; też: życzliwość, serdeczność okazywana komuś»”.

I tu zaczynają się schody. Łatwo pięknie i wzniośle mówić o wartościach pięknych
i wzniosłych, dużo trudniej tak pięknie i wzniośle postępować w życiu.
Od razu zaznaczam, wcale nie jestem piękna i wzniosła, sama pewnie wielokrotnie zawiodłam ludzi, którzy na mnie polegali, mniej lub bardziej świadomie. I nie chcę wzbudzać w Tobie wyrzutów sumienia, pouczać Cię, moralizować czy mówić Ci, jak masz żyć. Ani Ty, ani ja nie jesteśmy kryształowi i jak przystało na potomków małpy, mamy mózg, który tak naprawdę pozwala nam na niewiele więcej niż obieranie banana czy zwisanie bezwładnie
z gałęzi*. Innymi słowy, we are only humans, popełniamy błędy i to jest jak najbardziej ok, ważne tylko jak te błędy naprawiamy. I czy W OGÓLE je naprawiamy. Albo czy chociaż próbujemy.
A wierzcie mi – warto próbować i warto naprawiać. Ja i Bohaterka poniższego tekstu swego czasu mocno podkopałyśmy fundamenty naszej przyjaźni. Życie nas wtedy trochę zaskoczyło i obie, choć takie mądre i po szkołach, nie umiałyśmy się odnaleźć w tej dorosłej rzeczywistości. Dowodzi to tylko tego, że przyjaźni nie nauczysz się na żadnym fakultecie ani z żadnego podręcznika. Całe szczęście obie dość szybko poszłyśmy po rozum do głowy
i nawet zdążyłyśmy w porę wrócić. 🙂

Teraz moment na krótki rachunek sumienia. Zastanów się, jakim jesteś przyjacielem, czy jest ktoś, kto może na Tobie polegać w każdej chwili i czy Ty masz kogoś, kto może oprzeć się na Twoim ramieniu, niezależnie od okoliczności?

Pewnie pomyślisz sobie –jasne, że mam. Nawet całą masę. I bardzo możliwe, że tak jest, naprawdę życzę Ci takich ludzi wokół Ciebie z całego serca, ale wiedz jedno – tego, czy ktoś stanie za Tobą murem w kryzysowej sytuacji  dowiesz się dopiero w… Kryzysowej sytuacji.

Ja ostatnio miałam kiepskie dni. Tygodnie. W zasadzie to całe, długie miesiące. Tak naprawdę kiepskie dwa lata. I zła passa nadal trwa w najlepsze. Mam wrażenie, że ktoś tam u góry mocno się zdenerwował, tupnął nóżką ze złości z taką siłą, że zarwało się niebo
i z hukiem spierdo… zawaliło mi na głowę. Aż mi się mój świat w posadach zachwiał, zadrżał i do tej pory trzęsie tak, że zapewne Richter, gdyby żył, to by się po głowie drapał i prędko modyfikował swoją skalę, obserwując nieprawdopodobne wskazania sejsmografu.

No jak się to niebo już zawaliło i popękał sufit z chmur to nastała ulewa. Lało jak z cebra. Gównem**. Opady ekskrementów zatopiły duże miasta i malutkie, okoliczne wioski w moim prywatnym świecie, poziom wód na rzekach i jeziorach niebezpiecznie się podniósł, nastała jedna wielka powódź gówna. A ja płynęłam wraz z prądem tej rwącej powodzi o wątpliwym zapachu, bezwładna i bezradna. Próbowałam też trochę pod prąd, ale mam chyba za słabe mięśnie, bo za każdym razem szybko opadałam z sił i kolejna porcja gówna mnie zalewała, wdzierając się do płuc, zamiast tlenu. Tak więc, potem już tylko biernie unosiłam się na powierzchni oceanu gówna, dryfowałam, dryfowałam (i nie, nie „parostatkiem w piękny rejs”).

Teraz ważne – nie utonęłam. Nie utopiłam się. A to tylko dlatego, że mam wokół siebie WSPANIAŁYCH LUDZI, którzy stali przy brzegu, trzymali w dłoniach kije i za pomocą tychże kijów wyławiali mnie na brzeg, nie pozwalając, by gówno mnie pochłonęło.

Były to bardzo skuteczne kije, bo wytrzymałe i mocne. Tak jak nasza przyjaźń (i miłość, ale
o tym innym razem).

Naprawdę dobrze jest mieć takiego kija. A jeszcze lepiej człowieka, który trzyma go z całej siły, aż kłykcie bieleją i używa, gdy potrzeba.

Ja mam kilka takich posiadaczy kijów wokół siebie. Jak tak sobie pomyślę to całkiem sporo. Chyba by się całkiem ładne drzewo uzbierało, gdyby połączyć je w całość.
Kije porozrzucane po całej Polsce – Łodzi, Wrocławiu, Bielsku (tu nie tylko kij, ale i piękna łodyga się wokół kija wije, na której wyrasta wspaniały bez albo jaśmin) i Poznaniu. Przy czym ten ostatni kij jest niezawodny, mocno już łykowaty, poprzerastany, dość stary, sędziwy, wieloletni, ale przez to odporny na wszystkie możliwe szkodniki i niekorzystne warunki atmosferyczne. Kij, który wyławiał mnie z odmętów gówna od czasów liceum i robi to nieprzerwanie do dzisiaj. I przy okazji, to bardzo długi kij, bo swoim zasięgiem obejmuje nie tylko łódzką, ale i śląską ziemię. Jest zawsze wtedy, gdy tonę albo gdy czuję, że moje mięśnie słabną. Dlatego zwyczajnie, po ludzku – dziękuję. Cieszę się, że jesteś w moim życiu, mój poznański Kiju. I mam nadzieję, że zawsze będziesz. Nie tylko, gdy będę Cię potrzebować, ale i w chwilach radości, byś mogła cieszyć się razem ze mną. W odświętne
i powszednie dni. Tak zwyczajnie. By pogadać o tym, co nam sprawia radość, co smuci,
o poważnych i niepoważnych sprawach i zwyczajnie poplotkować. Po prostu bądź. A ja obiecuję, że też postaram się być. Nie przyrzeknę, że będę, bo jestem tylko córką praprapraMałpy, więc mogę popełnić jakąś głupotę, ale obiecuję, że się postaram. I też będę Twoim kijem w kryzysowej sytuacji. Poplotkować bez okazji też mogę. I zeżreć z Tobą wiadro lodów bez powodu. Tak zwyczajnie, po przyjacielsku.

No, starczy już tego słodzenia, bo po przeczytaniu powyższego trzustka nie da rady wyrzucić odpowiedniej ilości insuliny, by zneutralizować ten cukier (do napisania tego tekstu użyto 150g. substancji słodzącej/100 g. tekstu, a wartość kcal, o dziwo, wynosi 0).

 

*Tak, tak. Można skończyć Yale, Sorbonę, Harvard czy ŚUM (xD) i być skończonym dzbanem.
**Przepraszam, inaczej tego, co mnie spotyka, nazwać się nie da.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s