Gdy jesteś tylko numerem PESEL

Cześć,

Tak sobie pomyślałam, że dobre wakacyjne praktyki w szpitalu to takie, gdzie możesz zobaczyć jak wygląda i funkcjonuje oddział nie tylko od strony lekarzy i personelu medycznego, ale i od strony pacjenta, czyli osoby, która w tej instytucji powinna być najważniejsza. Ale czy jest? O tym już za chwilę.

Ostatni miesiąc spędziłam na chirurgii, pracując jako (prawie) lekarz. Poznałam specyfikę oddziału, zlecałam leki, badania, zajmowałam się papierologią i inne tego typu mniej lub bardziej ciekawe rzeczy. Jednak ja chciałam więcej. W końcu to moje ostatnie praktyki, zanim sama będę decydować o losie chorych i brać odpowiedzialność za swoje działania. Jestem ambitna, więc chciałam też przekonać się, jak to wygląda oczami pacjenta. W tym celu ostatniego dnia praktyk postanowiłam złamać nogę. Jak pomyślałam, tak zrobiłam i tym sposobem stałam się pacjentem. Piszę ten wpis ze szpitalnego łóżka, czekając na operację*. 🙂

Mam też trochę przemyśleń, które tutaj za chwilę wypluję na płótno Microsoft Worda. Zacznę od terytorium mojej przyszłej pracy, którym jest, jak łatwo się domyślić…

… Szpital.

Szpital, czyli miejsce, gdzie rozgrywają się ludzkie dramaty, często ze szczęśliwym
happy-endem, czasem, niestety, nie. Miejsce, w którym ściany sal widziały niejedno cierpienie, niejeden grymas bólu, niejedną parę oczu, w których nie było już niczego, prócz pustki i rezygnacji. Długie korytarze oddziałów słyszały niejeden bezsilny płacz, przeraźliwy krzyk czy ledwo słyszalną modlitwę. Ale to też miejsce cichutkiego śmiechu ze szczęścia, ulgi, poczucia, że wszystko będzie dobrze, że wszystko się ułoży, wyprostuje i będzie jak dawniej. Miejsce pełne nadziei.

Ale nie da się ukryć, że jest to też miejsce, gdzie jesteś często tylko numerem PESEL. I nie, wcale nie chodzi mi o RODO.

Z powodu nadmiaru obowiązków, przeciążenia personelu, często też wątpliwej empatii jesteś tylko numerem, ewentualnie „pacjentem z czwórki, tym najbardziej od okna/w środku po lewej stronie/od ściany na prawo”). Jesteś numerkiem ICD-10, chorobą, którą personel leczy, a nie człowiekiem.

Bardzo brutalna, dość bolesna prawda. Niestety, takie są realia naszego kraju. Czy gdzieś indziej jest lepiej? Nie wiem, tu jest jak jest. Tu nikt nie poświęci Ci czasu, jakiego potrzebujesz, nikt nie potrzyma za rękę, nie poklepie po plecach. Pocieszeń i zapewnień, że wszystko będzie dobrze nie ma w umowie, nie są ekstra płatne, więc nie licz, że je usłyszysz.

Nikt nie podejdzie do Ciebie jak do normalnego człowieka, takiego samego jak oni, nikogo nie obchodzi, co przeżyłeś, jak się z tym czujesz, czy się boisz czy nie. Często, niestety, nie interesuje ich nawet to, czy Cię boli. W końcu jesteś tylko PESELem. Numerkiem. Jedną
z cyfr w statystyce. Ile razy słyszałeś serię pytań typu:
„Jakieś choroby przewlekłe?
Jakie leki Pan(i) bierze?
Jest Pan(i) na coś uczulona?
Jakieś nałogi?”
Lub jeszcze bardziej skrótowo:
„Choroby przewlekłe, leki na stałe, alergie, nałogi?” – wyrzucone jednym tchem, bez czekania na odpowiedź? Ile razy czekałaś w kolejce na SORze, mając nadzieję, że szybko  ktoś się Tobą zajmie? Albo chociaż spyta, z czym się zgłaszasz, bo po kilku godzinach czekania na lekarza już nawet nie spodziewasz się opieki ze szczerego serca…

Niestety, tak to wygląda. Zwykłego, szarego Kowalskiego nawet pani w rejestracji traktuje gorzej niż psa. Tak, jakby robiła Ci niebywałą łaskę, że Cię zarejestruje. Tak, jakbyś to nie Ty odprowadzał składki na ochronę zdrowia, w tym na jej pensję.

Jak już szczęśliwie się zarejestrujesz to musisz swoje odczekać, kilka godzin na SORze, gdzie wszyscy sprawiają wrażenie, że im przeszkadzasz, plączesz się pod nogami, jesteś zbędny i najlepiej by było, gdybyś już sobie poszedł. Potem czekasz na badania, następnie na wyniki, ostatecznie na diagnozę i decyzję, co z Tobą zrobić. Nawet jeśli Twój stan zdrowia wymaga hospitalizacji to wcale nie jest takie oczywiste, że trafisz na odpowiedni oddział.
I nie jest to akurat wina pracowników.

To wina systemu. Szpitale są przeciążone, niedofinansowane, toną w długach. Brakuje personelu, brakuje lekarzy, pielęgniarek, ratowników, techników. Brakuje rąk do pracy.

Nie chcę usprawiedliwiać tego, co się dzieje w polskich szpitalach, bo sytuacja, jaką zastałam jako pacjent jest odwrotna do tego, czego nas uczą i tego, jakim lekarzem sama chciałabym być. Ale trochę to rozumiem. Polska ochrona zdrowia to kolos na glinianych nogach, który lada chwila się zawali. I przywali swoim ciężarem pacjenta.

Chociaż nie. W końcu pacjent to tylko numer PESEL…

 

 

 

*Wcale specjalnie nogi nie złamałam. To była seria małych przypadków-wypadków. W końcu jestem urodzonym Szczęściarzem. 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s