Tolerancja w stylu modern

W poprzednim wpisie poruszałam temat standardów dotyczących współczesnego poczucia szczęścia, ale na chwilę zostawmy tę kwestię, bo szczęście to subiektywne uczucie, to tak naprawdę Twój wybór (dopóki będziesz bardziej troszczyć się o swoje potrzeby, dopóty otoczenie nie będzie miało wpływu na poziom Twojego zadowolenia).
Czasem jednak okoliczności zmuszają Cię do tego, że nawet jak nie chcesz, to musisz być inny. Jesteś z góry na to skazany. I wtedy już nie liczy się to, byś był szczęśliwy, ale byś przynajmniej nieszczęśliwy nie był. A o to trudno, gdy zaatakuje Cię zewsząd armia klonów
z przyklejonym do twarzy fałszywym uśmiechem.

Doskonale wiedziała o tym ta 14-letnia dziewczynka. Doskonale wiedziałam o tym ja za czasów szkolnych i doskonale dowiaduję się też o tym teraz.
Mam wrażenie, że wszystko można wybaczyć, oprócz słabości. Gdy jesteś chory albo niepełnosprawny, jesteś skazany na banicję.

Taka tolerancja w wydaniu współczesnych ludzi.

Tamta dziewczynka nie chciała aparatu słuchowego, wolała nie słyszeć i męczyć się
w szkole niż pokazać swoją słabość i skazać się na dyskryminowanie, wytykanie palcami, poniżające słowa i kąśliwe uwagi. I wiecie co? Ja ją doskonale rozumiem. W jej wieku nie chciałam nosić okularów. Mam naprawdę dużą wadę wzroku, której nie da się łatwo ukryć (nieważne czy z okularami czy bez), ale naprawdę wychodziłam z siebie, byleby nie dać po sobie poznać, że mam problem, że jestem gorsza. Oczywiście dzieciaki w tym wieku są bystre i spostrzegawcze. I okrutne. Ze względu na swoją kulturę osobistą nie będę tutaj cytować tych krzywdzących obelg, ale możecie mi wierzyć – nie jedną, nie dwie noce przepłakałam przez swoich rówieśników. Doskonale znam uczucie odrzucenia i samotności.  W wieku nastoletnim każdy młody człowiek potrzebuje akceptacji, przynależności do grupy, dobrego słowa. Sam jest względem siebie krytyczny, dlatego potrzebuje tego od otoczenia. Gdy nie dostaje, wtedy dzieje się tragedia. To prosta droga do zachwiania wiary we własne możliwości, utraty pewności siebie i braku samoakceptacji.
I ostatecznie prowadzi na kozetkę do psychoterapeuty w dorosłym życiu.

Teraz jestem już względnie ukształtowaną, dojrzałą kobietą i okularów się nie wstydzę. Być może to wynik tego, że otaczam się ludźmi inteligentnymi, którzy nie dyskryminują ze względu na ostrość wzroku ani szerokość pola widzenia, a cenią za to, jakim jestem (lub jakim nie jestem) człowiekiem.  Jednak wciąż w mojej głowie żywy jest strach, jaki czułam
w 2013 roku, gdy zaczynałam swoje życie na nowo. W zupełnie obcym miejscu, wśród zupełnie obcych ludzi. Niby wszystko cudnie, bo „ a fresh start, a new beginning”. Cieszmy się i radujmy, bo oto nastała nowa szansa, nowe możliwości, nowe miejsce, nowa ja. Tylko strach stary. Przyklejony jak rzep do psiego ogona, ciągnący się za mną niczym smród frytury po wyjściu z McDonalds’a. No ale spakowałam walizkę z przykrymi doświadczeniami
i zostawiłam ten smutny bagaż daleko za sobą. Wreszcie ZNOWU mogłam zacząć od nowa.
I zaczęłam. Ale nie sama. Towarzyszył mi mój dzielny kompan wszelkich przygód i towarzysz życia – strach przed odrzuceniem. I tak sobie razem kroczyliśmy ramię w ramię ku nowemu. Muszę przyznać, że to wierny przyjaciel –  nawet po tylu latach mnie nie opuścił, wciąż ze mną jest i nieustannie tkwi przy moim boku (tak sobie myślę, że jesteśmy prawie jak stare, dobre małżeństwo).

Ciężko jest pozbyć się tego kłującego uczucia w miejscu  4 przestrzeni międzyżebrowej po lewej stronie klatki piersiowej, gdy trzeba wyjść do nowych ludzi albo stanąć bezbronnym na środku auli pod ostrzałem ciekawskich spojrzeń. Nadal w głowie słychać upierdliwy głosik
„a co, jeśli Cię nie polubią, nie zaakceptują, obrzucą błotem, wyśmieją, obrażą, poślą kilka inwektyw w Twoją stronę?”. Ano, nic się nie stanie. I to sobie wtedy powtarzam. Że ich brak akceptacji to ICHproblem. Nie mój.

I, jakkolwiek nauczyłam się lubić siebie, pomimo okularów ze szkłami jak denka od słoików, tak teraz ciężko jest wystawić mi się na widok publiczny z łysą głową.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego. Naprawdę nie wiem. Im więcej się nad tym zastanawiam, tym bardziej nie pojmuję, dlaczego tak trudno mi wyjść bez chustki czy peruki na zewnątrz. Wydaje mi się, że możliwości są dwie, równie istotne, a możliwe, że i idące ze sobą w parze:

  1. Nie chcę niepotrzebnie szokować. W końcu inność jest niewskazana w dzisiejszych czasach. Ludzie nie potrafią zachować się w towarzystwie chorej osoby, nie wiedzą, jak reagować, co powiedzieć. Czują się niekomfortowo. Czyli moja chustka lub peruka pozwala mi chronić ludzi przed brakiem ich komfortu. Kolejna sprawa – to urealnia chorobę, ludzie wtedy nie mogą przejść wobec tego obojętnie, bo na własne oczy widzą, że życie wcale nie wygląda tak jak im się wydaje, tak jak oni chcą, by wyglądało. I zwyczajnie się boją. Bo mają z tyłu głowy świadomość, że w końcu i ich życie urealni, że poznają, że chodzenie po tej planecie nie zawsze wygląda tak, jak
    w ich wyobrażeniu, a kiedy to nastąpi jest tylko kwestią czasu. Podsumowując – dość altruistyczna pobudka, chronię innych kosztem siebie.
  2. Znowu – tolerancja i odrzucenie. Ostracyzm i przymusowa banicja. Ludzie boją się chorób, boją się, że kiedyś i ich to spotka, a odrzucenie, wyśmianie czy nawet unikanie tematu to forma obrony przed strachem. Na początku choroby spotykałam się z umniejszaniem mojemu problemowi przez znajomych. Zupełnie tego nie rozumiałam, bo w końcu działa mi się straszliwa krzywda, przeżywałam ogromną stratę, mnóstwo cierpienia, tak naprawdę przechodziłam żałobę, a bliskie osoby twierdziły, że „mam być silna, bo żadna tragedia się przecież nie dzieje”. A właśnie, że się dzieje. A tego typu słowa oznaczają tylko tyle, że ci ludzie są bezbronni
    w konfrontacji z trudną życiową sytuacją, a takie umniejszanie to tylko mizerna forma ochrony siebie przed lękiem, że i ich może coś podobnego spotkać.

 

Kolejna rzecz, z jaką zdarzyło mi się zetknąć. Ludzie uważają, że skoro nie mam włosów to pewnie cierpię na jakąś obrzydliwą, NA PEWNO ZARAŹLIWĄ chorobę. Najpewniej weneryczną i na własne życzenie. Musi to być paskudna choroba i dobrze mi tak, skoro tak źle się w życiu prowadzę. I koniecznie trzeba wtedy spojrzeć na mnie z góry, może nawet
z politowaniem, odrobinką obrzydzenia, szybko wyciągnąć wnioski, trochę sobie dopowiedzieć, a co najważniejsze – jak najszybciej się odsunąć, byleby tylko się tym „trądem” nie zarazić.

Stąd też idea prowadzenia bloga – by dotrzeć do jak największej liczby ludzi i pokazać im, że nasza choroba to żadna zaraźliwa wenera, wcale nie trzeba nas izolować, a pod peruką czy chustką kryje się człowiek. Mniej lub bardziej pogodzony z własną chorobą, ale na pewno sprawny emocjonalnie i odczuwający te same emocje, co ten ze standardową ilością włosów.

 

Ale przejdźmy dalej. Co robi zwierzę, gdy się boi? Tak jest, atakuje. Wszak najlepszą formą obrony jest atak. Tak samo robią ludzie. Gdy sobie nie radzą z innością, gdy jest im obca
(a przy okazji są wstrętnymi szujami),to atakują. Zamiast zrozumienia i akceptacji
(o współczuciu już nie wspomnę) jest atak. W końcu łatwiej wyśmiać, wytknąć palcami, poniżyć i obrazić niż spróbować spojrzeć oczami „swojej ofiary” na problem. I tym samym, szybko uciec od sytuacji, która paraliżuje strachem.

 

Tylko jak to świadczy o nas jako o ludziach? Niby dawno temu wyewoluowaliśmy od małpy,
a nadal pierwotne instynkty biorą nad nami górę w tak prymitywny sposób.

Uważamy się za tolerancyjny naród, ale mam wrażenie, że ta etykietka tolerancji jest przyklejona do Polaków co najwyżej na ślinę i w zderzeniu z jakąkolwiek odmiennością (nieważne czy to będzie zięć- Murzyn, córka-lesbijka, głucha dziewczynka czy łysa kobieta) bardzo łatwo się odklei i spadnie na ziemię. A wtedy może, co najwyżej, przykleić się do buta niczym psia kupa i tyle też jest wtedy mniej więcej warta.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s