Wiadro łez wylane nie na marne

Cześć!
Dzisiaj mija dokładnie miesiąc od zgonu keratynowych wypustek mojego naskórka. Tak jak pisałam w jednym
z poprzednich postów – amputacja włosów nastąpiła 28.03.2018r. I była to MOJA DECYZJA, choć nie ukrywam, prawie już konieczna, bo ciężko było zakrywać łyse placki tym, co zostało.
A  zostawało z dnia na dzień coraz mniej…
W każdym razie decyzję podjęłam samodzielnie, nikt i nic nie postawiło mnie pod ścianą i nie zmusiło do tak drastycznej zmiany, oprócz mnie samej. Dokładnie sobie przemyślałam każdą z opcji, szczególnie tę bezpowrotną i właśnie na nią się zdecydowałam.

received_1782327375132164-2.jpg

A zdecydowałam się, dlatego, że nie chciałam patrzeć już jak kłęby moich włosów opadają bezwładnie na podłogę i stają się bezużytecznym śmieciem, podczas gdy mogą się jeszcze komuś przydać po „śmierci” na mojej głowie.
W końcu nasi rodzice uczą nas od małego, że jak jakieś nasze zabawki są dobre, ale się nimi już nie bawimy, to oddajemy je potrzebującym dzieciakom, by się nie marnowały. Może porównanie niezbyt adekwatne, ale stwierdziłam, ze skoro ja się nie mogę cieszyć już swoją bujną czupryną, to niech ktoś inny ma z niej użytek.
Przy okazji spełniłam swoje marzenie, bo zawsze chciałam oddać włosy fundacji pomagającej kobietom, które utraciły włosy.
Co prawda, w moich marzeniach scenariusz nie był tak ironiczny jak ten w rzeczywistości, ale, jak widać,  życie pisze najlepsze scenariusze i tak oto obcięłam swoje włosy, oddałam je na perukę i sama założyłam inną.
I chyba właśnie świadomość, że robię coś bezinteresownie dla drugiego człowieka w dużej mierze pozwoliła mi przetrwać ten trudny czas, bo, choć było mi zimno w łysą głowę, to
w sercu rozlewało się przyjemne ciepło, że być może pomogłam jakiemuś cierpiącemu człowiekowi w tej nierównej walce z chorobą.
Prędzej czy później musiałabym i tak pożegnać się ze swoją sierścią na głowie, a tak mam przynajmniej świadomość, że moje cierpienie nie poszło na marne i hektolitry łez nie zostały wylane bezsensownie.

received_1782327371798831.jpeg

Czy żałuję? Oddania włosów na pewno NIE. Obcięcia? Też nie, choć byłabym hipokrytką, gdybym powiedziała, że nie tęsknię czy że mi ich nie brakuje. Bo brakuje. Bo tęsknię. Bo wciąż mam nadzieję, że odrosną.
I odrosną.
Na pewno.
Muszą.

W końcu dobro wraca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s