Los – śmieszek-heheszek czy drwiący szyderca?

„Be careful what You wish for – You just might get it”

         (Nie żebym ja sobie tego życzyła, ale łapiecie tę ironię losu, co?)

Właśnie jestem w trakcie przygotowywania wpisu na temat dostępnych form terapii łysienia plackowatego i w tym celu otarłam z kurzu podręcznik do dermatologii. Odkurzyłam też trochę wspomnień z tego, delikatnie mówiąc, specyficznego na mojej uczelni przedmiotu.
Jedne z zajęć szczególnie zapadły mi w pamięci.
Październik 2016. Jest poniedziałek, my z dr A. siedzimy w przychodni dermatologicznej.
Do gabinetu wchodzi bardzo ładna, młoda dziewczyna. Jak się później okazuje 23-letnia. Rok starsza od ówczesnej mnie. Siada na krześle obok biurka doktora i płacze. Między jedną, a drugą próbą złapania oddechu prosi doktora, by coś zrobił i ratował jej włosy, bo
w czerwcu bierze ślub i boi się, że do ołtarza pójdzie łysa.
Doskonale pamiętam jak bardzo było wówczas żal mi tej dziewczyny i nie potrafiłam sobie wyobrazić, co musi przeżywać i jak się czuć, gdy nie pozostaje jej nic innego, oprócz zbierania zewsząd garściami kłębów swoich włosówi obserwowania jak się plączą i ciągną wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinny, czyli na głowie.
Pamiętam, jak chciało mi się śmiać z terapii, która polegała na stosowaniu Gelacet Plus 3xdziennie, codziennie i kontroli co kilka tygodni. Wtedy wydawało mi się to tragikomiczne, że w XXI wieku medycyna ma do zaoferowania tylko zestaw witamin i czekanie aż włosy same odrosną. Teraz wydaje mi się to tylko tragiczne.
Było mi niesamowicie przykro z powodu tej dziewczyny, myślałam, że ja bym na jej miejscu chyba strzeliła sobie w głowę albo co najmniej oszalała, bo cieszyłam się wtedy swoimi pięknymi , długimi, lśniącymi włosami, które ceniłam
w swoim wyglądzie najbardziej. Nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie w sytuacji, gdy spotkałoby mnie coś takiego.
I tak oto wyobrażać sobie nie musiałam, bo uprzejmy los postanowił dotkliwie pokazać mi, jak to jest zostać Łysogłową. Zadrwił ze mnie tym mocniej, że niemal równo w rok po tych zajęciach to ja siedziałam na tym krzesełku i to ja płakałam, szukając ratunku. Nie dostałam, co prawda, Gelacetu, ale za to receptę na inne witaminy („bardziej drogie” i mniej skuteczne), szampon i odżywkę, po którym miały odrosnąć mi włosy ze złota. Jak się łatwo domyślić, tak się nie stało, ale byłam na to przygotowana i wcale nie spodziewałam się cudów.
O swoim leczeniu napiszę pewnie oddzielną notkę, nie chcę przedłużać tego wpisu, po prostu chciałam Wam powiedzieć, że życie to naprawdę dobry nauczyciel (co prawda też najbardziej ironiczny i drwiący szyderca), który preferuje empiryczny tok nauczania
i „pozwala” nam na doświadczenie na własnej skórze tego, co niegdyś wydawało nam się niewyobrażalne i nie do przeżycia.
Nigdy, przenigdy nie pomyślałabym, siedząc wtedy na tej kozetce za plecami doktora
i słuchając opowieści tej dziewczyny, że dokładnie rok później spotka mnie dokładnie to samo. I już nie będę musiała sobie wyobrażać, co ona czuje, bo sama będę mieć okazję dotkliwie to odczuć na własnej skórze (głowy, hehe.).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s