Kitka urojona

Cześć!

Miałam pisać o dostępnych formach terapii dla łysienia plackowatego, ale zbyt często łapię się na tym, że próbuję poprawić swój kucyk czy warkocz, a okazuje się, że z tyłu głowy nie ma już mojego końskiego ogona, jest za to NIC I łysa głowa, więc może lepiej napisać trochę o oswajaniu rzeczywistości.
A rzeczywistość początkowo była dzika, obca, ponura i przerażająca. Choć liczyłam się
z tym, jak będę wyglądać, sama się na to zdecydowałam i byłam na to przygotowana, to gdy ostatnie kosmyki spadały na podłogę, razem z nimi spadały wielkie łzy, choć naprawdę starałam się być dzielna. Panie fryzjerki niemal płakały razem ze mną (z tego miejsca dziękuję fantastycznym dziewczynom z Unikat Studio Katowice, jeśli kiedykolwiek którakolwiek z Was to przeczyta to powiem krótko – dziękuję za profesjonalizm i wsparcie)
i stwierdziły, że jestem bardzo odważna. No cóż, ja bym wtedy tego o sobie nie powiedziała. Moja odwaga raczej wypływa z zewnątrz, czyli z bezwarunkowej miłości Najwspanialszego Człowieka na Ziemi, który był wtedy ze mną i pomagał przejść przez te trudne chwile.

I to właśnie wsparcie najbliższych jest w tych pierwszych dniach najważniejsze, bo nie oszukujmy się – nie zaakceptujesz zmiany o 180st. ot tak, od ręki. Nie da się. To za duży szok, szczególnie, gdy to nie jest WYBÓR, a KONIECZNOŚĆ.
Ja przez pierwsze dni nie patrzyłam zupełnie w lustro. Byłam jak wampir, unikałam swojego odbicia w lustrze przez niemal tydzień. Jasne, wiedziałam jak wyglądam, w końcu widziałam swoją twarz w salonie fryzjerskim, ale wtedy jednak silne emocje przytępiły zmysły i obraz nie był aż tak ostry, nie zauważałam szczegółów, wypierałam, co mogłam i nie przyjmowałam do świadomości, że odbicie w lustrze to JA.
Po etapie tchórzostwa i niepatrzenia w lustro trzeba było zmierzyć się z rzeczywistością
i w końcu zaryzykować spojrzenie. Ale i wtedy odwagi starczyło tylko na to, by założyć czapkę i dopiero zerknąć krótko i lękliwie. I tak codziennie pracowałam nad sobą aż
w końcu dojrzałam do tego, by pooglądać siebie taką, jaką jestem – bez czapek, chustek, peruki. O dziwo, nie było to aż tak straszne jak myślałam, że będzie.
Tzn. bywały później różne momenty, nadal są, czasem się sobie nawet podobam bez włosów, czasem myślę, że jestem atrakcyjna, ale są też dołki i ogromna dziura w miejscu,
w którym niegdyś było poczucie kobiecości i atrakcyjności.

Ale, ale! Atrakcyjność i kobiecość to nie włosy! Serio! To tylko trochę keratyny, która nie może wpływać na nasze życie i poczucie własnej wartości. Ja się dopiero uczę, że tak jest
i chcę na swoim przykładzie pokazać Wam, że można utracić gęstość włosów, a nadal być szczęśliwym i atrakcyjnym. Mam nadzieję, że mi się to uda!

W którymś z następnych wpisów postaram się poruszyć temat wsparcia rodziny
i przyjaciół, bo wiem, jak trudno jest najbliższym odnaleźć się w tej trudnej sytuacji, więc pewnie  kilka rad, co mówić i robić, a czego lepiej nie może się przydać, więc jeśli Ci się podoba, to zapraszam do dalszej lektury. 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s